Poznaj naszą historię
Cześć, tu Sabina!
Opowiem Ci, jak powstały Fiszki Myszki.
Zawsze wiedziałam, że będę chciała wychowywać swoje dzieci dwujęzycznie. W czasach szkolnych irytowało mnie to, że czas który poświęcałam na naukę języków obcych, nie przekładał się na płynność w mówieniu. Wiedziałam jednak, że język obcy można przyswajać zupełnie inaczej – naturalnie i szybko. Tak miałam z niemieckim, bo byłam nim otaczana od urodzenia.
W pracy i w życiu prywatnym często wyjeżdżam za granicę. Mam ciągły kontakt z osobami, z którymi mogę porozumiewać się tylko po angielsku, a nauka języków obcych zawsze była moją pasją. Chciałam więc dzielić się nią ze swoim dzieckiem, ale też sprawić, aby mogło czuć się swobodnie w obcojęzycznym środowisku. Kto choć raz poczuł się zawstydzony, gdy ktoś nagle zapytał się go o coś w obcym języku, na pewno to zrozumie ;).
Los sprawił, że musiałam przemyśleć swoje plany. W czasie ciąży u naszego syna, Karola, zdiagnozowano wrodzoną przepuklinę przeponową i problemy z serduszkiem. Walka o jego życie trwała wiele miesięcy. Jeszcze w szpitalu, kiedy jego stan nieco się już ustabilizował i pozwolił na opuszczenie inkubatora, zaczęłam nieśmiało czytać mu pierwsze bajeczki w języku angielskim. Miał być to ten nasz element „normalności” obmyślony w przeszłości w mocno odbiegającej od „normy” sytuacji życiowej.
Opuściliśmy szpital na tlenie i z sondą żywieniową. Niektórzy specjaliści pukali się w czoło: tyle problemów, a ja dziecku jeszcze mieszam w głowie, mówiąc po angielsku (wielu w swych opiniach opierało się na dawno obalonych mitach dotyczących dwujęzyczności).
Z powodu długiego żywienia przez sondę niektórzy neurologopedzi spodziewali się, że Karol będzie miał trudności w mówieniu nawet po polsku. Postanowiłam zaufać swojej intuicji, tak samo, jak zrobiłam to, podejmując się walki o życie dziecka, choć prognozy nie były optymistyczne.
Język angielski wprowadzałam ostrożnie, bacznie obserwując reakcje i rozwój syna. Przygotowywałam własne fiszki do zabawy, które miałyby pomóc mi rozszerzać coraz to bardziej skomplikowane słownictwo, którego nigdy nie poznałam w szkole, a Karolkowi umożliwić obcowanie i zabawę z angielskim. Jak się okazało… nasz syn bardzo dobrze poukładał sobie język polski i angielski. Komunikuje się w dwóch językach. Ze mną po angielsku, z tatą po polsku.
Pomyślałam sobie… skoro u nas wprowadzenie języka angielskiego do naszej codzienności wyszło tak pięknie, to czemu nie podzielić się naszym doświadczeniem z innymi?
Przygotowywanie materiałów dla syna i przygotowywanie przede wszystkim siebie, aby uczyć go o przyrodzie, opowiadać o pojazdach budowlanych, żabach i lemurach w języku angielskim stało się dla mnie tak angażujące i przynosiło nam tyle radości, że postanowiłam wyjść z tym do Was ♥.
Marzy mi się, że Fiszki Myszki będą inspiracją dla innych rodzin, by włączyć się z nami w dwujęzyczne poznawanie otaczającego nas świata. Mam nadzieję, że razem z naszymi dwujęzycznymi kartami będziemy zarażać Was naszą miłością do nauki. Chciałabym, aby Fiszki Myszki stały się dla Was wsparciem nie tylko w uczeniu się, ale również w budowaniu relacji, wspólnym odkrywaniu świata i dzieleniu się wzajemną pasją.
Ps. I na koniec najważniejsze.
Dzieląc się naszą historią, chcę też dodać siły wszystkim rodzicom, których dzieci mają za sobą – lub przed sobą, wiele różnych zdrowotnych trudności. Wiem, jak dużo wyzwań dla Was to niesie, ale wiem też, że w tych chwilach rodzi się niewyobrażalna siła, nadzieja i miłość. Synowi staram się pokazywać, że nie ma przeszkód nie do pokonania, a mówienie w dwóch językach jest tego małym dowodem. Dołączcie do nas!
